Wojny na Półwyspie Koreańskim nie będzie (wywiad dla portalu mojeopinie.pl)

Wojny na Półwyspie Koreańskim nie będzie. Obecna sytuacja wynika nie tylko z kalkulacji Kim Jong Una, ale z potencjalnej niestabilności w przywództwie północnokoreańskim – twierdzi dr Nicolas Levi, badacz Korei Północnej z Centrum Studiów Polska-Azja, w rozmowie z Edgarem Czopem.

Edgar Czop: Ciągle trzyma się Pan zdania, że wojny na Półwyspie Koreańskim nie będzie?



Nicolas Levi: Wojny na Półwyspie Koreańskim nie będzie, choć oczywiście trzeba wziąć pod uwagę każdy scenariusz. Korea Północna nie dąży do konfliktu z Południem, nie jest gotowa na długi konflikt, nie ma sojuszników i nie dysponuje prawdziwą technologią, która pozwoliłaby jej na zwycięstwo w konflikcie, stąd małe prawdopodobieństwo wybuchu wojny. Ciągle jednak istnieje coś takiego jak „prawo chaosu”, czyli zasada, że czasami zdarzają się sytuacje nadzwyczajne. Tutaj często wspominam zjednoczenie Niemiec – nikt tego nie oczekiwał, a jednak miało to miejsce. Tak samo może być z wojną. Mimo wszystko wciąż jest to mało prawdopodobne, nawet kiedy odnosimy wrażenie, że sytuacja na Półwyspie jest coraz bardziej napięta.




„ Obecna sytuacja wynika nie tylko z kalkulacji Kim Jong Una, ale z potencjalnej niestabilności w przywództwie północnokoreańskim.”

Musimy także odróżnić to co mówi propaganda, od tego co rzeczywiście dzieje się w Korei Północnej. To są dwie oddzielne rzeczy. Propaganda mówi swoje, i to już od pięćdziesięciu lat, a z drugiej strony życie w Korei Północnej toczy się normalnie. Więc podczas analizowania wydarzeń w tym kraju, kiedy słyszymy wieści dotyczące tego państwa to nie jest oficjalne stanowisko tego kraju, to jest oficjalne stanowisko organów propagandowych.

Edgar Czop: Z informacji, które podała była północnokoreańska agentka Kim Hyun Hee (która w 1987 roku dokonała zamachu terrorystycznego na samolot Korean Airlines) można dowiedzieć się, że Kim Jong Un wycelował rakiety średniego zasięgu w południową część Półwyspu Koreańskiego. Ponadto pani Kim twierdzi, że wszystkie działania młodego wodza mają na celu ugruntowanie jego pozycji w państwie.

Nicolas Levi: Zgadzam się z tą panią, szczególnie, że dobrze zna rzeczywistość północnokoreańską i działała strukturach terrorystycznych Korei (kiedyś Korea Północna mogła być uznawana za kraj terrorystyczny). Faktycznie, Kim Jong Un dąży do umocowania swojej władzy w Korei Północnej, ale z drugiej strony, czy ta cała retoryka jest mu potrzebna? Osobiście nie jestem przekonany. Kim Jong Un dąży przede wszystkim do swojego dobrobytu, dąży do tego, aby elita – jego rodzina – miała dobre i komfortowe życie. Dlatego cała retoryka powiązana jest z sytuacją w przywództwie północnokoreańskim, która jest niestabilna. Z jednej strony mamy frakcję, która mówi „musimy być agresywni”, a z drugiej strony jest młody Kim Jong Un, który mimo, że należy do tej rodziny, i tak nie panuje całkowicie nad sytuacją. Stąd ta nadzwyczajna retoryka, która jest prawdopodobnie powiązana z sytuacją w przywództwie północnokoreańskim.

Edgar Czop: Czyli pomimo tego, że Kim Ir Sen walczył z frakcjami, to w Korei Północnej ciągle mamy z nimi do czynienia.

Nicolas Levi: Jeśli obecny „numer dwa” Korei Północnej - Jang Sŏng T'aek [stryj Kim Jong Una, wiceprzewodniczący Komisji Obrony Narodowej KRLD – E.C.] – nie był widoczny między rokiem 2004 a 2007, to znaczy, że istniały jakieś frakcje. Oczywiście, Kim Ir Sen w latach pięćdziesiątych „zajął się” licznymi frakcjami w systemie północnokoreańskim – frakcją chińską, sowiecką, południowokoreańską i oczywiście własną frakcją [tzw. frakcją kapsańską – E.C.] na końcu. Chociaż o tej ostatniej frakcji mówi się mało. Na początku XXI istniała frakcja Jang Sŏng T'aeka, obecnie może nie istnieje frakcja wojskowa, ale na pewno istnieją pewne problemy w kontrolowaniu niektórych struktur w Korei Północnej. Korea Północna to kraj, w którym gospodarka jest w miarę publiczna. Jeszcze kilka lat temu gospodarka ta była pod kontrolą wojska, ale teraz sytuacja się zmieniła i wydaje się, że to partia coraz bardziej kontroluje a to jedną fabrykę, a to firmę, kompleks w Kaesongu czy specjalną strefę ekonomiczną w Razonie. Wojsko nie jest zadowolone z takiej sytuacji. Możliwe, że to właśnie wojsko pokazuje swoje niezadowolenie używając technologii jądrowej, która wciąż jest pod kontrolą Koreańskiej Armii Ludowej. Obecna sytuacja wynika nie tylko z kalkulacji Kim Jong Una, ale z potencjalnej niestabilności w przywództwie północnokoreańskim.



Więcej na temat koreańskiego konfliktu


Edgar Czop: Kiedyś funkcjonowało utarte powiedzenie, że to „partia włada karabinem” (czyli wojskiem), a nie odwrotnie. Czy obecnie partia jest na pozycji równej wojsku, czy może mamy do czynienia z wahaniami środka ciężkości władzy pomiędzy tymi ośrodkami?

Nicolas Levi: Ta kwestia jest bardzo skomplikowana. Ciężko ocenić w dniu dzisiejszym czy to wojsko jest ważniejszą organizacją w Korei Północnej, czy też partia. Mimo tego co widzimy, partia ma obecnie większą władzę niż na przykład w latach dziewięćdziesiątych, gdyż ze źródeł północnokoreańskich wiem, że dyrekcje niektórych firm, które były kiedyś wojskowe, obecnie są partyjne. Wiadomo także, że niektóre projekty budowlane w Korei Północnej były bardzo długo pod kontrolą armii, szczególnie jeżeli chodzi o rozbudowę miasta Pjongjang – stolicy kraju. Na dzisiejszy dzień wiemy też, że osobą, która kieruje tymi projektami jest Choe Yong Re – Dyrektor Biura Politycznego Koreańskiej Armii Ludowej. Jest on jednak przede wszystkim urzędnikiem partyjnym. Wiemy także, że projekty budowlane nie są już pod kontrolą wojska, ale partii. Niektórzy oficerowie z Koreańskiej Armii Ludowej nie są do końca zadowoleni z nowej „struktury ekonomicznej” kraju. Niektórzy oficerowie nie przepadają także za faktem, że Jang Sŏng T'aek, czyli „numer dwa” w państwie, jest generałem, oraz że przewodniczący wojskowego ministerstwa ekonomiki północnokoreańskiej Pak Tu Chun także posiada taki tytuł – mimo że jest urzędnikiem partyjnym. Kłótnie wewnętrzne mogą być przyczyną agresywnej retoryki północnokoreańskiej. Jednak agresywna retoryka to jedna rzecz, a druga to próba jądrowa, która jest niezbędna dla przywództwa północnokoreańskiego, które chce sprzedawać swoją technologię. Przy następnej próbie, choć nie wiemy tego na pewno, będą zapewne obecni przedstawiciele innych narodów, którzy boją się, że Stany Zjednoczone mogą wykonać atak na ich kraj. Myślę przede wszystkim o przedstawicielu takich krajów jak Iran czy Afganistan (Talibowie).

Edgar Czop: Nawiązując do testów jądrowych ze strony reżimu północnokoreańskiego, czy po trzech próbach jądrowych można spodziewać się kolejnych „fajerwerków” z twierdzy Kimów, np. na 101 rocznicę urodzin „Wiecznego Prezydenta” Kim Ir Sena? [do „rocznicowych” prób nie doszło – przyp. red.]

Nicolas Levi: Na pewno będziemy mieli kolejne prowokacje i to nie tylko teraz, ale także w ciągu bieżącego roku. Prowokacje północnokoreańskie to nie tylko testy jądrowe i próby rakiet balistycznych, to także ataki hakerskie i porwania obywateli. Ataki hakerskie były doskonałą prowokacją – przecież systemy informatyczne niektórych ministerstw, banków i instytucji finansowych Korei Południowej zostały zaatakowane. To niesamowita rzecz, ucierpiały duże południowokoreańskie firmy. I mimo wszystko, oczywiście prawdopodobnie, to właśnie Korea Północna zaatakowała te wszystkie serwery. Pjongjang ciągle prowokuje sąsiada z Południa – obecnie te prowokacje stanowią także niebezpieczeństwo dla pokoju w Azji Wschodniej.

Edgar Czop: À propos regionu Azji Wschodniej, jaka jest obecnie pozycja „chłodnego przyjaciela” KRLD, czyli Chin, z nowym liderem Xi Jinpingiem w stabilizacji i kontroli sytuacji w rejonie Półwyspu Koreańskiego? Wiadomo przecież, że kiedyś stosunki na linii Pekin-Pjongjang były bardzo dobre.

Nicolas Levi: Chiny już od ponad dwudziestu lat krytykują zachowania północnokoreańskich władz. To, że Chiny mówią, aby Korea Północna była bardziej opanowana w swoich działaniach, nie świadczy o nowym stanowisku Państwa Środka wobec sąsiada – już od dwudziestu lat słyszymy przecież tę samą retorykę. Jak widać Korea Północna nie szanuje takiego stanowiska – nie robiła tego wcześniej i dalej nie będzie tego robić. Poważnym problemem dla Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej może być fakt, że Chiny to główny inwestor w tym państwie. Jaki jest więc sens pogarszania wzajemnych stosunków? Według niektórych źródeł z Pekinu, chińscy inwestorzy są gotowi opuścić swoje przedsięwzięcia w Korei Północnej. Jak widać, z tej retoryki nic nie wynika oprócz symbolicznych sankcji – przykładem było dwudziestoczterogodzinne zatrzymanie dostaw ropy naftowej do reżimu albo przerwanie wymiany owoców morza przez siedem dni. Nie miało to jednak większego sensu, bo kto je owoce morza w Korei Północnej?

Póki co, z jednej strony mamy retorykę północnokoreańską, a z drugiej chińską – jednak gdzie są konkretne działania? Wydaje mi się, że Chiny są bardziej słowne niż Korea Północna, choć nie będą nigdy dążyły do tego, by całkowicie usankcjonować reżim północnokoreański. Chiny dążą za to do tego, aby Półwysep Koreański nie stanowił poważnej i potężnej siły gospodarczej, bo Pekin nie chce nowej ekonomicznej konkurencji. Chiny nie będą także za wszelką cenę dążyły do utrzymania reżimu północnokoreańskiego, ale będą starać się, aby obecna patowa sytuacja się utrzymała.

Edgar Czop: Kilka dni temu z decyzji władz północnokoreańskich zamknięty został okręg przemysłowy w Kaesongu – jest to miejsce intensywnej współpracy na linii Północ-Południe. Czy zatem zamknięcie kompleksu jeszcze bardziej zaburzy stosunki obu Korei, które obecnie i tak są już w nie najlepszym stanie?

Nicolas Levi: Tak, zaburzy, ale z drugiej strony Korea Północna „wyciska” z tego kompleksu tylko 50 mln dolarów rocznie – jest to północnokoreański zysk netto. Jednak co to jest 50 mln dolarów? Dla porównania: wymiana handlowa z Chinami wynosi 2 mld dolarów rocznie, więc te 50 mln to czterdzieści razy mniej! Nie można porównywać zysku z Kaesongu z wymianą handlową z Chinami, bo ten zysk jest ciągle mały, więc Korea Północna nie potrzebuje tak naprawdę tego kompleksu gospodarczego. Pjongjang potrzebuje inwestycji chińskich i innych inwestycji południowokoreańskich, które wciąż działają – rozbudowa portu w Wonsanie i Nampo, rozbudowa infrastruktury w Sinujiu i inne.

Edgar Czop: Czyli Kaesong jest wyrazem dobrej woli Koreańczyków z Południa i świadczy o ich chęci do współpracy.

Nicolas Levi: Przede wszystkim to Koreańczycy z Południa potrzebują Kaesongu w dniu dzisiejszym. Jak widać Korea Północna robi co zechce – może więc zamknąć kompleks zależnie od kaprysu własnych przywódców. Zamknięcie okręgu przemysłowego nie zmienia sytuacji gospodarczej Korei Północnej.

Edgar Czop: Powracając do aparatu władzy. Po dojściu do władzy Kim Jong Una wiele osób myślało, że reżim północnokoreański się zliberalizuje, może nawet otworzy – nic takiego się jednak nie wydarzyło. Czy zatem w przyszłości można spodziewać się jakiejś odwilży oraz głębszych reform politycznych i ekonomicznych ze strony Pjongjangu?

Nicolas Levi: Liberalizacja ekonomiczna czy to w Korei Północnej, Iranie, Polsce lub w Wenezueli, to nie jest coś, co powstaje w ciągu trzech tygodni czy miesiąca. Szczególnie w przypadku Korei Północnej, gdzie zmiany są bardzo powolne. Od paru lat można jednak zauważyć pewien trend jeśli chodzi o zmiany w gospodarce. Niestety, gospodarka Korei Północnej z jednej strony się liberalizuje, a z drugiej oparta jest na czarnym rynku, który „kieruje” gospodarką tego kraju. Zatem owszem, gospodarka Korei Północnej się liberalizuje, ale mimo wszystko niektóre przeprowadzane reformy są zazwyczaj wycofywane po krótkim okresie. Jednak zmiany występują – ceny niektórych produktów są ustalane przez rynek, producenci produktów rolnych mają prawo zatrzymać część zysków ze sprzedaży niektórych towarów, firmy zagraniczne mogą inwestować w Korei Północnej – istnieją spółki typu joint venture tworzone przez firmy z Korei Północnej i te z zagranicy. Firmy zagraniczne zaczynają dominować na rynku północnokoreańskim. Tutaj dobrym przykładem na rynku wędlin jest polska firma, która przez długo dominowała w Pjongjangu – to wszystko są dowody na to, że gospodarka się zmienia i rozwija. Tylko że ta gospodarka rozwija się w bardzo powolnym tempie, więc możemy mieć nadzieje, że stanie się na liberalna, ale dopiero za dziesięć, dwadzieścia lat, a nie w ciągu trzech lub czterech tygodni.

Edgar Czop: Bardzo optymistyczna prognoza.

Nicolas Levi: Uważam, że droga do zmian w Korei Północnej to rozbudowa kolejnych Kaesungów. Chcemy więcej Kaesungów - będę to dalej powtarzać. Ale niestety zmiany są bardzo powolne i przede wszystkim liczą się w nich ludzie. Dlatego musimy mieć nadzieje, że ekonomiści, którzy piastują istotne stanowiska w Korei Północnej będą je utrzymywać przez pięć, dziesięć lat, a nie będą zmieniać się tak jak w minionej dekadzie.

Dr Nicolas Levi - badacz Korei Północnej, analityk portalu CSPA, autor książki "Korea Północna: poszukując prawdy", prowadzi portal nicolaslevi.wordpress.com oraz stronę okorei.wordpress.com.

źródło tekstu: http://www.mojeopinie.pl/
Trwa ładowanie komentarzy...